Skip to main content

Z czym to się je.



Pewnie zastanawiasz się, o czym jest ten blog. Wyprowadzę cię z błędu. To nie jest blog. To jest pamiętnik. Nie będzie pięknych wpisów, okraszonych pięknymi fotkami, w pięknej oprawie. Nie będzie poprawnego języka i słodko-pierdzącej idei.

Jeśli tego szukasz, to już teraz możesz wyjść. To nie to miejsce.

To jest mój pamiętnik. Moje miejsce w sieci gdzie wywalam swoje żale. Gdzie dzielę się swoim dniem, jaki by nie był. A na pewno nie jest idealnie. Czasem jest źle, czasem jest bosko. Częściej to pierwsze.

Jeśli gorszą cię przekleństwa, błędy ortograficzne i kiepski szyk zdań to do widzenia. Nie mam czasu siedzieć i myśleć czy napisałam coś poprawnie. Przelewam myśli na elektroniczny papier tak jak lecą. Nie mam czasu się zastanawiać czy kogoś urażę.

Jeśli zdecydujesz się zostać to super. Przygotuj się na ostrą jazdę. Będzie Grubo.

Comments

  1. Pisz, pisz jak najwiecej !! Masz zajebisty styl, świetna skladnie i gramatyke , mimo wiesz czego :) Czytam z przyjemnościa :)

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular posts from this blog

Drama drama drama

No nie zgadnijcie gdzie Pam się zapisała! Do drama club! Raz w tygodniu będę chodzić na zajęcia u nas na uczelni i będziemy "aktorzyć".  Dziś byłam po raz pierwszy. No i było zajebiście. Ludzie super, wszyscy bardzo otwarci, weseli, bez spiny. Trochę improwizacji na rozluźnienie. 3h minęły bardzo szybko.  Kto by pomyślał, że ja będę aktorzyć ;), chociaż mama zawsze mówiła, że zacięcie to ja mam, ale do dramatów i horrorów hahaha.  No zobaczymy co to będzie. Jak długo mi się to będzie podobać. Bo ja jednak jestem z takich co mają powera na kilka pierwszych dni, a potem odpuszczam. No i nieśmiała jestem. Ja na scenie? Pfffff Za dwa tygodnie zaczynam też boxing. Trzeba ta tłusta dupę ruszyć, bo coraz grubsza. Z ch...

I po punkcji

Od kilku godzin jestem już w domu. Muszę przyznać, że ta punkcja poszła wyjątkowo sprawnie i szybko. No może poza jednym momentem, kiedy ciśnienie i saturacja poleciały na łeb na szyję.  No ale żyję. Póki co. Do domu wróciłam jakoś po 15 i od tego czasu leżę plackiem na kanapie. Mamy 21.40....napierdala mnie szyja. Bo bólem tego nie nazwę. Tak 100/10 w skali bólu.  Zajebiście kurwa. Raz nie mogło być dobrze. Wykrakałaś matulu..

Czwartek 21.09

Mamy godzinę 7 rano. Brutalnie obudził mnie alarm na telefonie. A za raz po nim koty. Dzień w dzień to samo. Tylko usłyszą dzwonek i pierdniecie chłopa i już lecą i krzyczą. Chciałoby się powiedzieć -allow me to sing you the song of my people-, ale koty to tak się dra jakby je że skóry obdzierali. Bo nie jadły całe 6 godzin! Biedaki. Kochane smrody. Normalnie nie zmartwychwstaje o tej godzinie, ale dziś czwartek. Dzień punkcji. Wbija mi ta wielka igłę w plecy, pomrucza trochę i huj. Nic z tego nie wyniknie. Pogadaja trochę że jest albo źle albo bardzo źle ale i tak huja zrobią. Ja potem kilka dni będę sobie umierać z bólem głowy. I tak już 15 raz. Już 3 lata. I dupa. I nic. Zero kurwa. Dość mam.