Mamy godzinę 7 rano. Brutalnie obudził mnie alarm na telefonie. A za raz po nim koty. Dzień w dzień to samo. Tylko usłyszą dzwonek i pierdniecie chłopa i już lecą i krzyczą. Chciałoby się powiedzieć -allow me to sing you the song of my people-, ale koty to tak się dra jakby je że skóry obdzierali. Bo nie jadły całe 6 godzin! Biedaki. Kochane smrody.
Normalnie nie zmartwychwstaje o tej godzinie, ale dziś czwartek. Dzień punkcji.
Wbija mi ta wielka igłę w plecy, pomrucza trochę i huj. Nic z tego nie wyniknie. Pogadaja trochę że jest albo źle albo bardzo źle ale i tak huja zrobią. Ja potem kilka dni będę sobie umierać z bólem głowy.
I tak już 15 raz. Już 3 lata. I dupa. I nic. Zero kurwa.
Dość mam.
Comments
Post a Comment